Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : czernidla

Wieś wzorcowa (2)

ksunder

Jak w 1938 raportowali włodarze gminy Jeziorna, Słomczyn korzystał z dobrodziejstw płynących z położenia na nadwiślańskim Urzeczu. Poniższy opis doskonale współgra z tezami, iż bogactwo regionu płynęło z bliskości warszawskiego rynku, przekazuje także informacje na temat ważności otwockiego letniska, które zaopatrywały lewobrzeżne wsie.

„Tutejsi gospodarze oddają się najwięcej sadownictwu i warzywnictwu, co im się ze względu na bliskość Otwocka /8km/ i Warszawy /20 km/ opłaca, bo tam mają zbyt na owoce i warzywa. To też każda zagroda w Słomczynie tonie w masie drzew owocowych i zasobna jest w różne warzywa. Niewątpliwie zachętą był do tego najstarszy ogród w Słomczynie miejscowego proboszcza jak i największy, starannie utrzymywany, jako przykład służy dla tutejszych gospodarzy, którzy zamieniają swe pola na ogrody.”

Dalsze akapity przynoszą nam informacje o stosunkach sąsiedzkich widzianych z zewnątrz, z perspektywy gminy Jeziorna, co nie do końca odpowiada prawdzie, co skonfrontować można z łatwością z dalszymi fragmentami tekstu.  „Stosunki [we wsi] nie są najlepsze, ani najgorsze. Specjalnie wielkiej zażyłości nie ma wśród nich, łatwiej im do niezgody, niż do pojednania się. Każdy radzi sobie jak może i rzadko kiedy w gromadzie wspólnie czegoś dokonano. Największe kłótnie powoduje gotówka.”. Pieniądze po dziś dzień pozostają drażliwym tematem. My zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż opis społeczności niezmiernie przypomina odnotowane relacje o łurzockach skłonnych do bitki i kłótni, grymlach o gorącej krwi.

Majątek gromady Słomczyn w roku 1938 stanowiło „200 prętów ziemi wydzielonych za czasów ukazowych oraz droga prowadząca do lasu oborskiego”. Niezmierne znaczenie ma jednak kolejna informacja, z której wynika, iż w roku 1900 41 morg ziemi ornej przekazały Słomczynowi dobra oborskie, w zamian za prawo do serwitutu w lesie oborskim. Chcąc sprzedać i rozparcelować ziemię w lesie, Potuliccy musieli przekazać ekwiwalent dla Słomczyna. Dopiero gdy mieszkańcy wsi zgodzili się na zamianę, można było rozparcelować dalszą część lasu na potrzeby letniska o nazwie Konstancin. Miłośnicy tutejszego letniska winni więc podziękować za tę zgodę mieszkańcom Słomczyna, którzy 41 morgów ziemi podzielili między sobą. Odnośnie serwitutu pojawia się jeszcze informacja, iż Słomczyn posiadał takie prawo pod Wągrodnem, gdzie wskutek ukazu uwłaszczeniowego rozparcelowano inne ziemie Potulickich. Dokument wspomina, iż niegdyś pasano tam krowy i ścinano drewno, ziemia jednak zmieniła się w ługi. Dodam, iż najstarsi mieszkańcy Słomczyna pamiętają jeszcze całodzienne wyprawy do Wągrodna. P. Stefan Rulski opowiadał mi, jak tuż przed drugą wojną światową zabierano go tam na wyprawy po drewno.

Interesujące informacje na temat tutejszej Straży Pożarnej, zawiera kolejny fragment: „Jest też jeszcze mały kawałek ziemi /25 prętow/ formatem podobny do sera, na którym obecnie znajduje się remiza strażacka. Dość ciekawa jest historia tego placu. Jest on położony między drogą a szosą do Góry Kalwarii. Plac ten należał do majątku Obory. Kiedy w roku 1934 przeprowadzana była licytacja niektórych części ziem oborskich, zjeżdżali do Słomczyna komornik, mierniczy i inni urzędnicy i głowili się co uczynić z tym kawałkiem ziemi. Dla łatwiejszego zakończenia swych czynności pominęli go zupełnie i od tego czasu roztoczyła nad nim opiekę wieś.”

Wreszcie nadchodzi pora na informacje o Słomczynie, które są niezwykle ciekawe. W roku 1938 gromada czerpała dochody z wynajmu na polowania organizowane przez Towarzystwo Myśliwskie „Szarak”. Proboszczem od 29 lat był ks. Kozłowski, „cieszący się autorytem w gromadzie”. Zastąpił na tym stanowisku ks. Wincentego Tymienieckiego, późniejszego biskupa łódzkiego. Wikariuszem w roku 1938 był Antoni Nowak, organistą Zygmunt Chmielewski. Ówczesną radę parafialną tworzyli Józef Utrata z Opaczy, Jan Molak i Józef Latoszek z Cieciszewa, Wojciech Należyty z Szymanowa i Kazimierz Makulski z Czernideł. Liczba wiernych w parafii wynosiła 7500, zatem należała do niej większość mieszkańców ówczesnej gminy Jeziorna, przy czym parafia słomczyńska obejmowała wówczas także filialne kościoły w Konstancinie, Skolimowie i Mirkowie.

Dokończenie w następnym wpisie.


Źródła i literatura:

  • APW O/Grodzisk Mazowiecki, Akta gminy Jeziorna

Ostatnia bitwa

ksunder

Jeszcze nieco ponad ćwierć wieku temu 17 stycznia rokrocznie świętowaliśmy wyzwolenie stolicy Polski, na pamiątkę dnia gdy Wojsko Polskie oraz Armia Czerwona odebrały hitlerowskim żołnierzom zrujnowaną i opuszczoną Warszawę. Wyzwolenie to mocno wątpliwe, pośród ruin mało kto mieszkał, Niemcy dokonywali systematycznego zniszczenia miasta. Nie ulega jednak wątpliwości, iż kilka dni wcześniej rozpoczęła się ofensywa, która zaprowadziła wojska radzieckie oraz ich polskich sojuszników do Berlina. Nie należy także zapominać, iż walki te kosztowały życie wielu żołnierzy, z których większość nie kierowała się ideologią, lecz pragnieniem walki z wrogiem. O ile zatrzymanie natarcia w sierpniu 1944 roku było z całą pewnością decyzją polityczną, następujące w kolejnych miesiącach przegrupowanie wojsk na linii Wisły powodowane było względami wojskowymi. Armia radziecka zbierała siły do wielkiej ofensywy, której przeprowadzenie koordynowano z zachodnimi sojusznikami. Do początków stycznia Wisła zamarzła, nie toczono jednak walk. Na lewym brzegu umocnili się Niemcy, na prawym Rosjanie i Polacy. Trwało nerwowe wyczekiwanie.

Na południe od Warszawy nadwiślańskie wsie już dawno opustoszały, Gassy były całkowicie spalone i zniszczone wskutek radzieckiego bombardowania, mieszkańcy rozpierzchli się. Niektórzy trafili do Konstancina, inni do dworu w Oborach, usiłując przetrwać zimę. Siedzibą niemieckich władz był oddalony od frontu Pruszków, administracja porzuciła Jeziornę czy Wilanów, pozostawiając siły wojskowe by stawiły czoła rozlokowującym się po drugiej stronie Wisły żołnierzom armii polskiej i radzieckiej. Przegrupowanie sił pozwoliło zająć pozycje wzdłuż rzeki na odcinku wielu kilometrów, podczas którego spoglądano na dogasające Powstanie Warszawskie. Most w Ciszycy został zniszczony jeszcze w lipcu, rejonu przeprawy nie usiłowano forsować. W październiku dokonano przegrupowania sił na lewym brzegu, wycofując z dworu w Oborach węgierski sztab oraz całą tutejszą dywizję, z uwagi na brak zaufania co do jej możliwości bojowych. Zastąpiła go 337 Dywizja Grenadierów. Na tutejszym odcinku między Wilanowem a Górą Kalwarią stanowisko dowodzenia ulokowano w Jeziornie Królewskiej, odcinek między Kępą Okrzewską a Dębówką broniony był przez Pluton 688. Umocniono rejony strategiczne, za które uznano skrzyżowania dróg w Skolimowie i Konstancinie oraz Jeziornie Królewskiej, a także Słomczyn, gdzie na wieży kościelnej ulokowano obserwatora. Zaminowano spiętrzenie wody nieopodal dolnej Papierni.

319242Kamień upamiętniający działania w dniach 16 i 17 stycznia 1945 roku przy Starej Papierni. Dwa inne znajdują się w miejscach gdzie Niemcy stawili opór - nieopodal dworu w Oborach oraz w Czernidłach. Na wale nieopodal Dębiny znajdziemy kolejny pomnik, upamiętniejący miejsce sforsowania Wisły (o czym poniżej)

Uderzenie przez Wisłę było jedynie częścią ostatniej ofensywy, która planowano w uzgodnieniu z aliantami na 20 stycznia 1945 roku. Po niemieckim natarciu w Ardenach Churchill zwrócił się do Stalina o jej przyśpieszenie. Forsowanie rzeki rozpoczęto 12 stycznia. Ciężkie walki trwały przez kilka dni, w trakcie których siłom polsko-rosyjskich udało się przedostać przez umocnioną rzekę na południe od Góry Kalwarii i ruszyć w kierunku Mszczonowa. Zmieniło to sytuację frontową, zwłaszcza gdy natarcie zmieniło się pościg za uciekającymi Niemcami. Niepodal Karczewa obronę niemiecką wiązała 1 Brygada Kawalerii, oczekując aż siły radzieckie dotrą na teren gmin Jeziorna by przejść do ataku. Z uwagi na wydarzenia o godzinie 13 wydany został rozkaz ataku, mający na celu związanie Niemców walką, by nie zdołali się przegrupować w okolicach Mszczonowa, nadto mający ich zmylić co do rzeczywistego rozmiaru ofensywy. Dowództwo niesłusznie przeceniało niemieckie siły, przewidując iż stawią one dość silny opór, by powstrzymać natarcie. Dowodzący 1 Brygadą Kawalerii płk. Radziwinowicz wydał rozkaz do ataku dowódcom drugiego i trzeciego pułku kawalerii. Przed godziną 14 pod osłoną ognia artyleryjskiego z okolic Józefowa i Otwocka pluton chorążego Chałasa przez zamarzniętą Wisłę wkroczył do Ciszycy, zaś pluton chorążego Zakrzewskiego umocnił się nieopodal Czernideł (w miejsuc znanym wśród miejscowych jako Dębina). Uchwyciwszy dwa przyczółki Polacy zaczęli przerzucać kolejne wojska. Niemcy zostali zaskoczeni, spodziewali się ataku w okolicach Gassów. Bronili się niezbyt zaciekle. Podczas gdy kawalerzyści umacniali się oczekując przybycia wsparcia, zapadła zapewne decyzja o odwrocie, gdy wprowadzone w błąd co do rozmiarów ataku niemieckie dowództwo nie zdołało należycie ocenić jego rozmiarów.

Jak wspomina Krystyna Machlejd 16 stycznia ostrzał artyleryjski dosięgnął Konstancina, zniszczona została elektrownia, a prąd uruchomiono na powrót osiem miesięcy później. Około 16:30 Niemcy zaczęli się wycofywać, zdołali podpalić jeszcze kilka konstancińskich willi i wysadzić spiętrzenie wody nieopodal dolnej papierni, a także zniszczyć most przez Jeziorkę. Polskie natarcie trwało, do 22 kiedy wstrzymano ofensywę kawalerzyści zajęli już wszystkie wsie nadwiślańskie – od Obórek, przez Opacz, Ciszycę, Gassy i Kopyty skąd uderzyli w kierunku Piasków. Przez Cieciszew dotarli na drogę warszawską, a przed świtem stanęli nad zamarzniętą Jeziorką wkraczając do Jeziorny Królewskiej. Stamtąd trzon natarcia ruszył w kierunku Kabat, gdzie dotarł 17 stycznia po południu.

17 stycznia 1945 roku Konstancin pełen był polskich żołnierzy dowodzonych przez Rosjan. Krystyna Machlejd wspomina o pijanym oficerze sowieckim, cieszącym się ze zwycięstwa, którego siłą wyprowadzili jego trzeźwi towarzysze przepraszając za jego zachowanie. Wieczorem w willach kwaterowali polscy żołnierze świętujący z ich mieszkańcami. Kolejnego dnia około 10 ruszyli dalej, „Za germańcami w Berlin”.

Nikt wówczas jeszcze nie spodziewał się tego co miało nastąpić niebawem, na razie wyczekiwanie dobiegło końca i zdawało się, iż czas wojny również.


Źródła i literatura:

Okrągłe rocznice, czyli subiektywnego przewodnika po okolicach Konstancina część pierwsza

ksunder

Obchodzone hucznie stulecie uzdrowiska i 120 lat Konstancina u części mieszkańców wywołały słuszną irytację, spowodowaną świętowaniem rocznicy miejscowości o najkrótszej historii. O powyższym rozwodzić się można jak zawsze długo, jednak zamiast tego lepiej przyjrzeć się innym tutejszym osadom. Ponieważ jedynie mieszkańcy Cieciszewa i Czarnowa (o ile się nie mylę) celebrowali dotąd swe święta, na wakacje przygotowałem krótki przewodnik po najbliższych okazjach do świętowania, bowiem nie wszyscy są ich świadomi. Dodatkowo obecna krynica wiedzy wszelakiej w postaci Wikipedii nie uznaje źródeł innych niż drukowane, a zdaje się poza „Kalejdoskopem”, nikt dotąd tych informacji nie spisał. Zatem poniżej spis alfabetyczny (z pewnymi wyjątkami), tutejszych miejscowości. Pominąłem miejscowości już nie istniejące oraz folwarki takie jak Anusin czy Dorocin, a także nazwy własne jak Imielin czy Goździe, choć niegdyś były one znacznymi wsiami. Dawne samodzielne wsie istniejące obecnie jako przysiółki uwzględnione zostały przy poszczególnych sołectwach. Konstancin skryje się za zasłoną milczenia, a Skolimów i Jeziorna, jako dawne miasta (choć krótka to historia) znajdą się na końcu wraz z pewnym wyjątkiem od reguły, którym będzie Cieciszew. No i rzecz jasna jak zwykle zamykamy się w granicach obecnej gminy, tych z 1973 roku. Miłej lektury!

Bielawa

Najstarszy zapis z metryki księstwa mazowieckiego pochodzi z roku 1313, szerzej można poczytać o nim we wpisie o Początkach Bielawy. Jak łatwo więc obliczyć niedawno Bielawa obchodziła rocznicę 700 lat pojawienia się na kartach historii. W roku 2018 będzie to już lat 705, jeśli ktoś chciałby pokusić się o zorganizowanie obchodów. Ale Bielawa ma dużo starszą historię, bowiem badania powierzchniowe ujawniły istnienie założonej w tym miejscu osady już w epoce brązu i okresie późnorzymskim. Obecna Bielawa istnieje w tym miejscu nieprzerwanie co najmniej od XIII wieku, na co wskazują odkrycia archeologiczne.

Na terenie dawnej Bielawy znajdowały się także niegdyś Klarysew oraz Gawroniec. Klarysew to nazwa folwarku założonego nieopodal karczmy znajdującej się na skrzyżowaniu obecnej ulicy Warszawskiej oraz Mirkowskiej. Karczma zyskała nazwę Klarysów, pochodzącą od Klarysy Braeunig, żony właściciela majątku z przełomu XVIII i XIX wieku, najstarsze jej wystąpienie odnotowano w roku 1838. Z kolei Gawroniec to nazwa boru porastającego skarpę, wchodzącego w skład majątku rodu Bielawskich, gdzie obecnie w dużej mierze znajduje Ogród Botaniczny. Nazwa ta funkcjonowała już w wieku XVII.

Ciszyca

Zacznijmy od tego, że Ciszyca do niedawna była znacznie mniejszą wsią niż pobliski Kłyczyn, jednak to w Ciszycy po II Wojnie Światowej utworzono gromadę, a następnie sołectwo i wchłonęła Kłyczyn oraz Koło. Założone na wiślanym półwyspie, przypominającym kłykieć (stąd Kłyczyn), który Wisła opływała w koło (stąd Koło). O początkach Ciszycy pisałem w tym wpisie. Po raz pierwszy nazwa ta pojawia się w roku 1476, Koło wymienione zostaje w roku 1512 zaś Kłyczyn w roku 1564. Powstały więc po zmianie biegu Wisły, która zmieniła koryto, w XIV wieku płynące jeszcze pod Cieciszewem i Habdzinem.

Więc już za dziewięć lat piękna rocznica 550 lat pierwszej wzmianki o Ciszycy.

Czernidła

Czytelnicy tego bloga wiedzą, iż pierwotnie położone były między dzisiejszymi Oborami a Parcelą. Atrofia dawnego koryta Wisły i zabagnienie, uczyniły okolicę niezdatną do zamieszkania, zamieniając jezioro w rezerwat Łęgi Oborskie. Podczas parcelacji w roku 1867 Czernidła przeniesiono wraz z mieszkańcami w dzisiejszą lokalizację. Ale sama wieś jest stara, po raz pierwszy wymieniano ją w roku 1476, gdy książę Konrad II Mazowiecki nadawał przywilej jej właścicielowi Mikołajowi Oborskiemu. Jeszcze w XVII wieku stał tu dwór, należący do Oborskich, który zwyczajowo zamieszkiwał młodszy z rodu. Analogicznie jak w przypadku Ciszycy, już wkrótce lat minie bez mała 550…

Czarnów

Sprawa prosta. W roku 1858 dziedzic z Chylic Julian Czarnowski zawarł z kolonistami umowę o założeniu kolonii, którą nazwano od jego nazwiska. Mieszkańcy Czarnowa o tym doskonale wiedzą, bowiem kilka lat temu świętowali 150-lecie. O założeniu Czarnowa poczytać można w tym wpisie.

ciąg dalszy nastąpi

Groble oborskie

ksunder

Mróz ustąpił, okoliczne chodniki, ulice i łąki opanowały roztopy. Poziom wody w Jeziorce wzrośnie, wyschnięte Łęgi Oborskie znowu znajdą się pod wodą, a bagnisty teren stanie się trudno dostępny dla myśliwych i ornitologów. Lecz nie tylko oni znajdą w tym niegościnnym lesie położonym nieopodal oborskiego dworu ciekawostki warte zobaczenia. Pośród grzęzawisk znajdują się bowiem nadal zachowane, choć w coraz gorszym stanie, jedne z najstarszych pamiątek kultury materialnej tej okolicy, będące tytułowymi groblami.

wrz3
Kilkakrotnie sygnalizowałem już na blogu jak dawne jest ich pochodzenie, choć najstarsza zachowana o nich wzmianka pochodzi ledwie z XVII wieku, istnieć musiały już wcześniej. Być może ich powstanie wiązać można z przybyciem w te strony pierwszych olędrów pod koniec XVI wieku, bowiem układ i sposób usypania przypomina nieco systemy znane z rejonu Fryzji. Ale to rzecz jasna jedynie spekulacje. Na pewno kiedy powstawały nie istniały jeszcze łęgowe lasy, w owym czasie rejon między Jeziorką a Oborami zajmowało przez większość roku rzeczne rozlewisko, gdzie z rzadka znajdowały się wysepki stanowiące solidny grunt, od tego ostatniego wywodzi się nazwa istniejącej tu niegdyś miejscowości Grąd, gdzie zbudowano młyn, z czasem przekształcony w Papiernię, gdy rozlewisko zmieniono w zalew, istniejący po dziś dzień w Mirkowie. Woda przepływała jednak swobodnie, przekształcając się w “Wielki staw” pod Oborami, w miejscu którego istnieje obecny łęgowy las, następnie starorzeczem aż do Cieciszewa, skąd uchodziła ku Wiśle. Aż do końca XVIII wieku obszar był w dużej mierze niedostępny podczas roztopów i wylewów, zaczęto więc sypać groble. Najstarsza z nich zachowała się po dziś dzień, wiodła ze wspomnianego Grądu do Obór, gdzie w drewnianym dworze siedzieli Oborscy. Spisana w roku 1625 umowa między braćmi Janem i Jakubem dość jasno mówi o tym, iż “Zostawia też sobie Pan Jakub wolne wygony drogi jako po groblach do boru w do lassa wolne przejście do boru”. Wzmianka pokazuje nam, jak przebiegała komunikacja, a także ukazuje sens istnienia zapomnianej dziś drogi, która wciąż istnieje, wybrukowana kocimi łbami, ukryta za dawnym browarem w Oborach. Prócz grobli istniał tu iście przemyślny system zastawek przepuszczających wodę, umożliwiające na prowadzenie gospodarki wodnej rodem z terenów obecnej Holandii.
Znów nie obejdziemy się bez mapy, na której zaznaczyłem te najstarsze z grobli (posłużyłem się wyjątkowo mapą z lat osiemdziesiątych, choć wszystkie groble w tej samej postaci pojawiają się na mapach znacznie starszych). Znają je doskonale starsi mieszkańcy Obor, Habdzina i Łęgu, bowiem jeszcze przed wojną droga nieopodal oczyszczalni nie istniała, komunikacja odbywała się właśnie tędy. Zwróćmy uwagę na groblę wiodącą od mirkowskiego krzyża ku Oborom (oznaczona na czerwono), to właśnie najstarsza z nich, prowadząca niegdyś do Grądu, a następnie do bramy Papierni. Z kolei na niebiesko oznaczyłem groblę skrytą pośród zarośli, którą najlepiej penetrować w zimie, gdy nie porasta jej roślinność. Otóż oryginalnie wiodła ona do dworu w Czernidłach, w którym w XVII wieku mieszkał Jakub Oborski. Kolor żółty to szlak ku Habdzinowi. Poza głównym obecnie z rzadka używane, zapomniane, niegdyś usypane na rozlewiskach, które z czasem się zabagniły.

111Lecz znajdziemy tu jeszcze ciekawsze groble, ledwie widoczne, w części już nie istniejące, oznaczone na mapie kolorem bordowym. W XIX wieku znajdowała się w tym miejscu droga do dworu, którą kierowano się z Obór ku Warszawie. Otóż nie przemieszczano się przez Jeziornę Królewską, gdzie mostu nie było, a rzeka płatała figle. Wiodła właśnie od karczmy nazwanej imieniem Klarysy Braeunig, żony dziedzica Bielawy, czyli Klarysowa, wprost przez obecny Mirków, ku Oborom. Z głównej grobli odchodziła boczna, umożliwiając przejazd, a jej ślad wciąż możemy odnaleźć wśród bagna. Teraz już prawie niewidoczna, zapadnięta, nie pozwala domyślać się, iż w czasach świetności była bitą drogą, którą poruszano się powozami. Najlepiej odnaleźć ją zimą, gdy ziemia jest zamarznięta, latem teren przypomina bagna Luizjany, pośród komarów, wielkich paproci i pni drzew wyrastających z wody, ma się czasem wrażenie, iż z zielonej rzęsy wychynąć może wielki krokodyl. W przeciwieństwie do pozostałych grobli, które wzmacniano wielokrotnie, po raz ostatni już w PRLu, ta powoli znika. Niegdyś w połowie grząskiego rozlewiska skręcala do dworu, wiodąc wprost do głównej alei, którą można było dojechać do Obór. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku podróżowano w ten sposób, skracając sobie drogę, bez konieczności docierania do głównej trasy.

wrz1Groble to miejsca niezwykle urokliwe, warto zobaczyć je zimą, nim skryją się za fasadą bujnej roślinności. Większość z nich zapomniana została w ciągu ostatniego półwiecza, nadal uczęszczaną jest jedynie główna, prowadząca do Obór. Która jest starsza od samego dworu. Są to jedne z najstarszych konstrukcji w tych stronach, warto o tym pamietać, gdy wybierzemy się na spacer poprzez Łęgi...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Zbiór Kartograficzny

Tajemnice Parceli

ksunder

wpis, w którym autor opowiada o zaginionej wsi, która jak się okaże nie zaginęła, lecz zmieniła swą lokalizację, a opowieść zabiera czytelnika wzdłuż prastarego nadwiślańskiego szlaku

Blog nadal pozostaje nieaktywny, a ponieważ przez ostatnie cztery tygodnie zajmuję się wypełnianiem dokumentacji dla pewnego bardzo ważnego urzędu i sporządziłem jej już 730 stron, z niechęcią podchodzę do koncepcji jakiegokolwiek pisania w ogóle, nie tylko w tym miejscu. Raz na jakiś czas jednak coś tu zamieszczę, lecz światełko w tunelu migocze dość daleko, a przede mną jeszcze stosy nikomu niepotrzebnej kwitologii, więc wiele wody upłynie nim blog w pełni powróci. Dziesiejszy wpis zainspirowała wczorajsza wiadomość, iż po raz kolejny pojawia się pomysł zagospodarowania tutejszych terenów i utworzenia czegoś w rodzaju parku kulturowego. Do realizacji droga jeszcze daleka, bo pomysł na taką działalność wraca w miarę regularnie, napotykając po drodze obiektywne trudności, należy mu jednak kibicować. Przy okazji jednak jak się okazuje, mieszkańcy Parceli niewiele wiedzą na temat przeszłości swych ziem, poszukując związków z "ziemią oborską", jak określili dawne dobra dworskie. Stąd też krótki wpis na temat przeszłości tej miejscowości, wbrew pozorom od początku związanej z losami dawnej ziemi czerskiej.

91844989

Parcela nazwę ma niewdzięczną, pojawiła się ona po raz pierwszy w dokumentach urzędowych w latach dwudziestych minionego stulecia, gdy Potuliccy rozparcelowali swą ziemię, uprawianą do niedawna przez folwarcznych z Goździ. Jednakże jeszcze pół wieku wcześniej w miejscu Parceli leżała wieś nosząca nazwę Borek, istniejąca tu już od stuleci, stanowiąca granicę między ziemiami Cieciszewskich a Oborskich. Po drugiej stronie wiślanego starorzecza, ciągnącego się od Wisły aż po Jeziorkę ulokowano Czernidła, gdzie w starym dworczysku zamieszkiwał pan Jakub Oborski, brat Jana, pana na Oborach. Nieopodal obecnego rozstaju dróg, przy figurce, leżała wieś Obórki, służebna wobec dworu i folwarku. Dziś opowiedzmy jednak o wsi Borek, ktorą najstarsza znana mapa tych ziem umiejscawia tuż w okolicach wspomnianej kapliczki. Nim powstały jeszcze na dobre Obory czy Cieciszew biegł tędy prastary gościniec, w kierunku Czerska i Rusi, biorąc swój początek w Marsylii. Przetrwał on po dziś dzień i jako ulica Literatów zabierze nas przez Obory, które miniemy zostawiając po prawej stronie boisko, a po lewej miejscowość o tej nazwie i istniejący tu do roku 2013 browar. Zignorujmy drogę na "trytwie" wiodącą w kierunku Gassów i promu do Karczewa, to świeża sprawa, powstała w XX wieku. Niegyś droga do promu wiodła właśnie dawnym gościńcem, przez wspomnianą wieś Borek, skręcając ku Wiśle nieopodal Goździ. Ulica Literatów niepostrzeżenie przejdzie w Podlaską, aż znajdziemy się na rozstaju dróg, przy wspomnianej kapliczcce. Choć ulicą Baczyńskiego można podążyć dalej aż na wzniesienie do dawnych zabytkowych czworaków w Łyczynie, wybierzmy drogę w lewo, śladem dawnego szlaku. Rozstaj dróg znaczy figurka Matki Boskiej Różańcowej, ufundowana 15 maja 1950 roku przez pogrążonego w żałobie ojca, któremu w wypadku zginąć miał syn. Oznacza ona również zgodnie z tradycją kres wsi. Podążając dawnym gościńcem z prawej strony miniemy domy budowane od lat dwudziestych, z lewej las i rezerwat Łęgi Oborskie, gdzie niegdyś znajdowała się majętna i liczna wieś Borek. Choć w swych opasłych dziełach czołowi polscy toponomaści jak Urszula Bijak czy Kazimierz Rymut piszą, iż jest jest to osada zaginiona, powyższe nie do końca odpowiada prawdzie.

Jej historię rozpoczyna las, jakich wiele porastało te ziemie położone tuż nad wiślanym brzegiem, znajdującym się tu jeszcze w XIII wieku. Od niej wiedzie swą nazwę miejscowość, którą ulokowano wzdłuż gościńca, nad szerokim starorzeczem, w toni którego przeglądać się miał z czasem stary dwór w Czernidłach leżących na drugim brzegu. Trudno dociec kiedy ją założono, nie jest jeszcze wzmiankowana w dziedzinie książąt mazowieckich, kiedy Konrad uwalnia dziedziczne wsie Oborskich i Cieciszewskich z konieczności dawania żołnierza w roku 1476. Jednak już w 1510 staje się ważnym punktem granicznym, gdy oba te rody wywodzące się od Stanisława Pierzchały spisują ugodę stwierdzając, iż ziemie cieciszewskie pozostaną w rodzie Cieciszewskich, zaś Obory i Czernidła należeć będą do Oborskich. Jak zanotują „granica rozdzielająca biegnie przez pole między wsią Borek w dobrach Czernidelskich a wsią Gozdzie w dobrach cieciszewskich i od Wisły z prawej strony naprzeciw Goździ i od Czernideł z lewej strony naprzeciw Borka.”. Bo starorzecze jest wówczas w zasadzie rzeką, która przybiera wraz z Wisłą zalewając położone nad nim wsie. Zmieni to dopiero Urszula Wielopolska, zasypując je w okolicach Goździ, ale nastąpi to dopiero pod koniec XVIII wieku. Na razie granica przebiega od skarpy w kierunku Wisły, gdzieś przez obecną wieś Parcela, a Borek staje się dziedziczną częścią Oborskich z Czernideł i wraz z ich dziedzicami przechodzi zmienne koleje losu. Wywodzone prawa do wsi i jej pól oraz części starorzecza stają się zawikłane tak mocno, że nie rozplącze ich po latach nawet historyk, a co dopiero ówczesne sądy. Przywołajmy tu kawałek takiego pisma sporządzonego przez Annę z Kuflewa w roku 1594, wdowę po Marcinie Leśnowolskim z Obór (Oborskim), kasztelanie podlaskim. Jakoż pisze kasztelanka jej mąż dziedziczył Borek, Łyczyn i Czernidła, będąc synem Jana Oborskiego, ojcem także Jana oraz Grzegorza, prócz tego posiadając prawa do młyna na rzece Jeziora we wsi Podjeziora, czyli późniejszej Jeziornie Oborskiej, mając ius patronatum kościoła w Cieciszewie. Rozróżnienie Janów Oborskich i wyrysowanie genealogii rodu staje się dla nas mocno problematyczne, nawet sprzedaż w roku 1643 dworu w Czernidłach wraz z Borkiem niczego nie rozwiąże, zamieszczony poniżej wizerunek wsi powstanie w drugiej połowie XVII wieku. Geometra Jan z Jawora wyrysuje Borek i inne okoliczne ziemie na potrzeby sprawy sądowej, która zakończy się dopiero w XVIII wieku wraz z Wielopolskimi i Marią d’Arquien, siostrą królowej Marysieńki, przejmującej własność nad dawną dziedziną Oborskich i Cieciszewskich.

Clipboard021

Fragmenty dwóch map z końca XVII wieku, na których widoczny jest Borek, na niebiesko zaznaczono rzekę, a za pastwiskiem "stare dworczysko na Czernidłach". Jakaż piękna to nazwa, dająca do myślenia co mogło hulać nocami pośród drewnianych krokwi...

Przyjrzyjmy się powyższej mapie. Borek leży między gościńcem, a starorzeczem, w miejscu obecnie obficie porastanym przez las łęgowy, gdzie znajdziemy ślady dawnej skarpy. Tu jego pozostałości odnalazł pod koniec lat osiemdziesiątych archeolog Stanisław Wojda, w roku 1989 przeprowadzający badania powierzchniowe. Tam, gdzie ślady wskazywały na możliwość osiedlania się tu już w XIV wieku i zapewne wtedy właśnie powstał Borek. Był to niejako powrót ludzi w te rejony, bowiem w głębi Parceli, w kierunku skarpy, ludzie zamieszkali już w głębokiej starożytności, po czym znowu tutejsze tereny porósł las, dając początek jego nazwie… 

Gdyby mogła mówić ulica Podlaska, jak wiele mogłaby opowiedzieć o ludziach, którzy przez wieki zmierzali tędy do Czerska, czy Góry Kalwarii, przekroczywszy rzekę Jeziorę. To przy tym szlaku znalezione zostały arabskie monety, to tu w roku 1667 dwóch szlachetków postanowiło nauczyć moresu wracającego do Obór po mszy w kościele cieciszewskim kowala, a za zabicie swego poddanego ścigać kazał ich następnie bez litości kanclerz koronny Jan Wielopolski, wreszcie to tu pruskie władze kazały brukować drogę do promu w Karczewie hrabiemu Michałowi Potulickiemu... Wszystko to li tylko zapomniane opowieści, zabrane przez dawne wiatry, tak samo jak wieś Borek. Przenieśmy się do roku lat sześćdziedziątych XIX wieku, gdy drogę przez wieś od Goździ aż do Obór znaczą Powstańcy z oddziału Kuczyka wiszący na każdym drzewie. Borek wyludnia się, główną przyczyną jest brak wody i zabagnienie okolicy. Gdy hrabia Kasper Potulicki budując wały odciął starorzecze od Wisły znikła cyrkulacja i jej obieg prowadzący do Jeziorki. Brzeg porasta łęgowy las, stając się nieprzyjaznym miejscem do życia. Uwłaszczenie sprawia, że położone w tym miejscu wsie zostają przeniesione do nowych lokalizacji. Jedną z nich jest Borek.

mapa

Jeszcze jeden szkic z XVII wieku, na którym oznaczono wiślane starorzecze i skrzyżowanie dróg nieopodal Goździ. Po latach w tym miejscu stanie pomnik Powstań

W ten sposób mój praprapradziad otrzymuje ziemię we wsi Opacz, opuszczając Borek, gdzie rodzina zamieszkiwała co najmniej od XVII wieku. O ile Obórki i Czernidła udaje się przenieść w całości, mieszkańcy Borka zamieszkują w okolicznych wsiach, Lenarcikowie, Trepkowie, Zającowie i Kopytowie zmieniają miejsca zamieszkania. Borek staje się niewielką osadą nad jeziorańskim wałem, nieopodal Bielawy i Opaczy, obecnie zredukowanym do trzech domów. Pozostaje ziemia, którą z czasem rozparcelowano. A z czasem zamieszkano tu ponownie, nie mając pojęcia jak bogatą historię kryją tereny położone nieopodal bagnistego łęgu.

163581IMG

Dotarliśmy do kresu opowieści, której cząstkę w tym miejscu snułem. Pora wrócić do sporządzania stosów dokumentów, o których nikt za kilkadziesiąt lat nie będzie pamiętał, a z czasem zasnuje je mgła przeszłości, która otuliła szczelnie historię wsi Borek.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci