Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : czersk

Rzeka graniczna

ksunder

Wracając z wakacji zahaczyliśmy o Ciechanów, odwiedzając dawną twierdzę książąt mazowieckich, poddaną niedawno częściowej odbudowie. Zamek wzniesiony by chronić Mazowsze, z czasem przekształcony przez książąt w rezydencję, przypomina Czersk. I właśnie spoglądając na historyczną mapę Mazowsza eksponowaną w Ciechanowie, myśli me pobiegły ku ziemi czerskiej, historycznej krainie, a dokładniej ku jej północnej granicy, gdzie stykała się z ziemią warszawską. Gdzie naturalną barierę stanowiła rzeka Jeziorka, niegdyś znana jako Gyeziora, czyli Jeziora.

35092155566_732d19b85b_kObecna Jeziorka. źródło: Serwis zdjęciowy K-J, autor: B. Biedrzycki

W nazwie tej kryje się odpowiedź na nieoczywiste pytanie, co sprawiło, iż stała się granicą wewnętrzną historycznego Mazowsza. Zastanawiać się bowiem dziś można, w jaki sposób niezbyt szeroka i leniwie płynąca rzeczka, wyznaczała północną rubież Księstwa Czerskiego. Nim jednak została wyregulowana i spiętrzona nieopodal swego ujścia jej koryto było dużo szersze, była zapewne rwąca niczym Pilica i miejscami równie szeroko rozlana, o czym zresztą wspominają źródła. Jeszcze w roku 1853 wylewała niezmiernie często, czyniąc przeprawę niezwykle utrudnioną, choć funkcjonował tu przewóz, jak pisano wówczas z tego powodu stawała się nie do przebycia dla dzieci zmierzających do szkoły. O trudnościach związanych z przebyciem rzeki niech świadczy fakt, iż w Jeziornie Oborskiej w XVIII wieku ulokowano austerię, w której podróżni oczekując na sprzyjające warunki mogli przenocować. We wcześniejszych stuleciach rzeka zaś rozlewała się w tym miejscu tworząc nieprzebyte jezioro, stąd wywiedziono zapewne jej nazwę. Z czasem gdy koryto Wisły się odsunęło Jeziorka podążyła za nim, jednak rozlewiska pozostały, skąd z rzadka wystawał grunt, czyli Grąd, gdzie ulokowano młyn, a z czasem Papiernię.

Nim jednak do tego doszło, Jeziorka stała się granicą Księstwa Czerskiego, które powołał do życia w roku 1247 dzieląc schedę po Konradzie Mazowieckim między jego synów – Siemowita i Bolesława. Wówczas rzeka podzieliła Mazowsze, na północ od niej, gdzie obecnie położone są Skolimów, Bielawa czy Powsin znajdowało się Księstwo Płockie. Warszawa jak wiemy jeszcze zapewne nie istniała, ważniejszym dużo grodem był Jazdów, niebawem zniszczony podczas najazdu Litwinów. Zwróćmy jednak uwagę, iż granicę swą spadkobiercy swą wyznaczyli w oparciu o istniejące już parafie kościelne. Początki parafii w Milanowie (Wilanowie) sięgają właśnie XIII wieku, w owym czasie obejmowała ona tereny po obu stronach Wisły, aż po Jeziorkę. Tu graniczyła z utworzoną w roku 1236 parafią w Cieciszewie, której data powstania wyprzedza utworzenie Księstwa Czerskiego. Naturalnym wydaje się wykorzystanie powyższego podziału do wyznaczenia granicy między księstwami, zwłaszcza iż prawdopodobnie już w owym czasie Milanów był własnością klasztoru Benedyktynów w Płocku, tym samym niejako teren całej parafii podporządkowany został zwierzchności księcia płockiego. Tak oto Jeziorka stała się granicą, którą pozostać miała przez kolejne 500 lat. Pozostała nią gdy w roku 1377 Siemowit III przeprowadził reformę Mazowsza, wyodrębniając ziemie i powiaty. Wówczas narodziła się ziemia czerska z powiatami w Czersku, Warce i Grójcu, granicząca na Jeziorce z ziemią warszawską.

mapaDawny przebieg Jeziorki oznaczony na współczesnej mapie. Do czasu regulacji rzeki płynęła ona tuż pod Jeziorną Królewską, gdzie przebiegała granica majątków i ziem Mazowsza

W kolejnym stuleciu Mazowsze traciło swą niezależność, ograniczone coraz bardziej, zmieniając się w ziemię warszawską-czerską, by w roku 1529, po śmierci książąt mazowieckich zostać inkorporowane do Korony. Jednak w Polsce dawny podział przetrwał, nic dziwnego, bowiem Siemowit III reformy wprowadzał na wzór podziału funkcjonującego w Królestwie. Granicą ziem czerskiej i warszawskiej w tej części kraju pozostawała Jeziorka, choć po drugiej stronie Wisły także znajdowały się obszary do niej należące, jak Karczew czy Warszawice. Z czasem powołano powiat garwoliński. A po drugiej stronie Jeziorki leżał powiat warszawski, na zachód starostwo niegrodowe piaseczyńskie. W powiecie warszawskim leżały Bielawa i Jeziorna Królewska, tu władzę sprawował król, niezależnie od faktu iż ta ostatnia była królewszczyzną, władza królewska ograniczona była do powiatu warszawskiego. I tutaj znajdziemy odpowiedź na pytanie, z jakiego powodu rokoszanie Zebrzydowskiego zatrzymali swój pochód na Warszawę w roku 1607 i akt detronizacji sporządzili w Jeziornie. W której Jeziornie zapytać może uważny czytelnik? „W obozie pod Jeziorną” jak stanowi ów dokument, a dokładnie na ziemiach oborskich, w ziemi czerskiej, gdzieś w okolicach obecnej Starej Papierni. Króla detronizowali bowiem nie wkraczając do ziemi warszawskiej, gdzie podlegaliby już jego władzy, nad rzeką graniczną.

Te same zasady sprawiają, prawie dwa wieki później, iż sławne na całą Polskę staje się powiedzenie – „Wiesz, gdzie Jeziorna?”. Wiemy o nim dzięki Glogerowi, który w źródłach odnalazł informację o pojedynkach toczonych w ostatnich latach istnienia Rzeczpospolitej. Jak zapisał: „Jeziorna, wieś o dwie mile od Warszawy położona, stała się w drugiej połowie XVIII w. przysłowiową, jako miejsce, dokąd udawano się ze stolicy dla odbywania pojedynków, a czyniono to, chcąc uniknąć władzy marszałka wielkiego koronnego, która w tej odległości od rezydencyi królewskiej nie ścigała już wykraczających przeciw prawu. Były więc wyrażenia: „Apelacja pod Jeziornę, “ czyli wyzwanie na pojedynek. „Czy wiesz, gdzie Jeziorna?“ — pogróżka pojedynku, znacząca tyle, co: porąbię cię, dam ja ci w pojedynku!”. Na Jeziorce właśnie kończyła się władza marszałka wielkiego koronnego, dbającego o spokój monarchy. W ziemi czerskiej pojedynki były w zasadzie bezkarne, a najbliższa Warszawie granica leżała właśnie w tym miejscu. Wystarczyło więc udać się do Jeziorny (Królewskiej) i przekroczyć rzekę, płynącą wówczas pod samą miejscowością. Na łąkach leżących między rzeką a odnogą świętego Jana, być może gdzieś w okolicach Błotnicy, czyli obecnej lokalizacji stacji benzynowej, toczono pojedynki. Koryto rzeki dzieliło się wówczas na dwa nurty, nad jednym położona była Jeziorna Królewska, nad drugim Jeziorna Oborska. Dziś jedyny nurt płynie w zupełnie innym miejscu, zapomina się, iż niegdyś Jeziorka wiła się wśród rozlewisk, w kierunku Wisły płynąc przez teren obecnego Mirkowa. Wszak obecna szkoła Montessori czy boisko RKS Mirków położone są na jej dawnym lewym brzegu, prawy stanowiłby mur Papierni.

gillyNa mapie Gilly'ego i Von Crona z przełomu XVIII i XIX wieku widoczny jest jeszcze podział na ziemie czerską i warszawską, biegnący dawnym korytem Jeziorki, choć z biegiem lat uległo ono zmianie. Granica wytyczona została podczas rozgraniczenia majątków Bielawy i Obór w roku 1781.

Choć rok 1795 przyniósł formalny koniec ziemi czerskiej i warszawskiej, choć w nowo utworzonej prowincji Prus Południowych zachowano początkowo dawny podział. Nawet po zakończeniu krótkiego pruskiego panowania Jeziorka jeszcze długo stanowiła granicę. Nadal wyznaczała rubieże włości dziedziców Bielawy, Jeziorny i Obór, o którą to granice często się kłócono, o czym niegdyś pisałem. Zmieniano jej koryto, odbierając wodę, ryto kanały, wznoszono młyny. XIX wiek przyniósł formowanie podziałów administracyjnych. Królestwo Polskie przejęło system odpowiedzialności samorządowej przez właścicieli majątków. Powstały w ten sposób gminy Obory, Jeziorna Bankowa, a z czasem Bielawa z siedzibą w Jeziornie Królewskiej. Aż do Powstania Styczniowego rzeka rozdzielać będzie majątki ziemskiej. Aż przyjdzie reforma roku 1867, gdy z połączenia tych gmin narodzi się gmina Jeziorna, w której skład wejdą tereny po obu stronach rzeki.

Ciekawe, iż 150 lat wystarczyło, by pamięć o Jeziorce i granicy, którą stanowiła, zupełnie zatarła się w ludzkiej pamięci. Niedaleka nas Warszawa wciąż podzielona jest na prawo i lewobrzeżną, a Praga nawet jako część Warszawy dumna jest ze swej odrębności. W Konstancinie-Jeziornie jedynie nazwy dawnych wsi i miast funkcjonują na zasadzie podobnej do dzielnic. Jeziorka już niczego nie dzieli, codziennie przejeżdża się nad nią jednym z mostów, nie pamiętając, iż w dawnych czasach przebycie jej oznaczało przekroczenie granicy majątków ziemskich i ziem dawnego Mazowsza.


Źródła i literatura:

  • AGAD, ASK
  • AGAD, Obory
  • Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. V Mazowsze, red. A. Pawiński
  • Dzieje Mazowsza t. I, red. H. Samsonowicz, Pułtusk 2006
  • GLOGER Zygmunt, Encyklopedia Staropolska

Wakacje z duchami (3): Duchy Urzecza

ksunder

Już prawie połowa wakacji, niektórzy krążą po wakacyjnych szlakach, czasem poszukując duchów. Przez ostatnie trzy tygodnie pobytu na Mazurach i Suwalszczyźnie udało mi się jedynie natrafić na dawno zapomniane cmentarze z czasów I Wojny, bądź nie istniejące już niemieckie miejscowości w środku puszczy, gdzie znaleźć można dawne groby. Takich cmentarzy można kilka odnaleźć także w tych stronach, dziś jednak skupmy się na miejscach jakie duchy nawiedzają najchętniej. Na Urzeczu odnajdziemy dwa pałace i jeden zamek, upodobane przez rozmaite zjawy.

Trudno powiedzieć czy straszy coś w Otwocku Wielkim, na razie nie udało mi się odkryć żadnej legendy związanej z tym przepięknym pałacem, położonym nad jeziorem o nazwie Rokola, w jakie zmieniono dawne wiślane starorzecze. Odwiedzam go przynajmniej raz w roku, od kiedy Gassy i Karczew ponownie łączy prom stało się to niezmiernie łatwe. Przed wojną wycieczkę taką odbywali tradycyjnie uczniowie słomczyńskiej szkoły, może warto do tego obyczaju powrócić? Być może odkryć uda się tam ducha tajemniczej kobiety, którą zamurowano w lochu pałacowym. Gdy w roku 1820 podczas balu weselnego córki hrabiego Łubieńskiego zapadła się posadzka, odnaleziono zwłoki kobiety w kwiecie wieku, leżącej na łóżku, obok którego na stoliku ustawiono lampę, kawałek czarnej krepy i bukiet zeschłych róż. Odzież zbutwiała i rozsypała się w proch gdy dotknięto ciała. Kim była tajemnicza kobieta wiadomo było jedynie marszałkowi Bielińskiemu, bowiem zamurowano ją tam w ostatnich dniach istnienia Rzeczpospolitej, jeszcze w XVIII wieku, a zagadki tej nie rozwiązano do dzisiaj.

Fotopolska_341823_1Przenieśmy się teraz do innego pałacu, położonego na lewym brzegu Wisły, gdyż w Wilanowie napotkać można wiele duchów. Jak głoszą najpopularniejsze przekazy, ponoć "od stu lat z górą, w księżycowe noce spotkać można przechadzającego się po tarasie mężczyznę w ciemnym płaszczu i wysokim cylindrze, podobnego z rysów twarzy do Stanisława Kostki Potockiego z portretu, znajdującego się w pałacowych zbiorach". Inne z kolei głoszą, iż „wszedłszy wieczorem znienacka do którejś z sal na parterze, można zobaczyć siedzącą w fotelu damę w czerni. Konserwatorzy z pałacowej pracowni, zostający niekiedy w Wilanowie do późnych godzin nocnych, niejednokrotnie słyszeli odgłos kroków i jakby szelest krynoliny, dochodzący z apartamentów zajmowanych niegdyś przez księżnę marszałkową Izabellę Lubomirską." Bardzo ciekawą i mało znaną opowieść zapisał wielki slawista Jerzy Śliziński, przed wojną badający ludowy folklor. Sztukator Stanisław Michalak związany z Wilanowem od XIX wieku opowiedział mu, iż „w pałacu, na antresoli, w kredensie hrabiowskim straszy. Nadchodzi godzina dziesiąta, jedenasta, dwunasta – to tam nie można wysiedzieć i spać nie daje. Przedmioty lokalu przewraca widocznie jakiś duch. Słychać tenkot, stupanie, jakby chodzili. I w wieży to samo. Jak dwóch pójdzie, to jako tako. Stracha ni ma. A jeden – w biały dzień się boi. W obiadowej godzinie nikt tam nie pójdzie.”

Clipboard015Na zakończenie zajrzyjmy jeszcze do prastarego zamku książąt mazowieckich. W Czersku w drugiej połowie XIX wieku widywano pruskiego żołnierza, jak notowały ówczesne gazety „za czasów pruskich, powiadają mieszkańcy po dziś dzień, rozsadzano z niego prochem mury, ażeby ich za materiał budowy użyć, przy czem jeden z żołnierzy od odłamu muru miał zginąć. Widmo jego we fraczku, pluderkach i trójgraniastym kapelusiku, dotąd mówią widywać można skaczące po murach w ciemne i burzliwe noce”. Jednakże z Czerskiem wiąże się przede wszystkim legenda Białej Damy, którą ma być nie kto inny jak sama Królowa Bona, której król Zygmunt Stary podarował Czersk. Na dziedzińcu wybudowała renesansowy dworek, a w okolicy Czerska założyła uprawę winnej latorośli i włoszczyzny, czyli warzyw przywiezionych z Włoch. Gdy wiele lat później opuszczała Polskę, zabierając swe kosztowności, ponoć przybyła do Czerska, gdzie sama nosiła pomniejsze szkatułki do powozu. Z jednej z nich wysunąć się miał sznur pereł, którym zahaczyła o jedną z cegieł, a perły rozsypały się po posadzce. Ponoć poszła dalej nie zbierając ich, zaś od czasu jej śmierci w czasie pełni księżyca na murach zamku pojawia się biała postać zbierająca rozsypane niegdyś perły. Lecz gdy tylko zakończy swą pracę zaczyna ją od nowa, bo perły się rozsypują…

Fotopolska_282984Na tym zakończmy dzisiejszą opowieść o duchach. Następnym razem opowieść dotyczyć będzie zamieszkujących Urzecze dziwacznych istot i przerażających stworów, które nie opuściły dotąd nadwiślańskich brzegów.

In Vino Veritas

ksunder

wpis, z którego szacowny czytelnik dowie się o staropolskich winnicach znajdujących się pod Czerskiem oraz Cieciszewem i odkryje co wspólnego mają z nimi wikingowie

Ponarzekałem sobie dzisiaj, że zima w tym roku słaba, dzieciom nie udało się nawet wybrać na sanki, co z kolei mojego kolegę ucieszyło, bowiem jak stwierdził jest raczej miłośnikiem temperatur śródziemnomorskich. A ponoć niegdyś takie panowały w Polsce i przywołał tu przykład winnic, jakie niegdyś znajdowały się pod Krakowem. Tu już powodowany patriotyzmem lokalnym mogłem mu opowiedzieć o lokalnych miejscach uprawy winorośli.

Zacznijmy od klimatu, który może nie był wówczas śródziemnomorski, ale zdecydowanie było nieco cieplej, nie tylko na ziemiach polskich, lecz również na świecie. Archeolodzy pod zmarzliną Grenlandii odnaleźli ślady dawnych upraw, tam gdzie dziś leży śnieg niegdyś rosło zboże, w osadach założonych przez Eryka Rudego. Był to wiking, który dopłynął tam około roku 982. I jak mówi islandzka saga, aby zachęcić swych współbraci do osiedlenia się w tym miejscu, ogłosił, iż odkrył „zielony kraj” – Grenlandię, przeciwieństwo kraju lodu, czyli Islandii. Jednak być może rzeczywiście brzegi tej krainy miały wówczas taki kolor, skoro było cieplej. Nim porzucimy wikingów, wspomnijmy jeszcze syna Eryka, Leifa Erissona, który około roku 1002 dopłynął do krainy nazwanej przez niego Winlandią, od znalezionych tam winorośli. I wraz z tymi winoroślami przenieśmy się do krainy Piastów, wiedząc już, że 1000 lat temu temperatury były nieco wyższe. Wikingów porzućmy, choć ich związki z pierwszymi władcami polski są powszechnie znane, siostra Mieszka zwana Świętosławą, jako Storrada Dumna stała się matką Swena Widłobrodego, zdobywcy tronu Anglii. Zajmijmy się winem. Jak pisze Gloger: „Za doby Piastów, gdy przywóz wina z południa Europy napotykał wiele trudności, zakładano w wielu miejscach, na stokach gór nachylonych ku południowi, winnice w celu wytwarzania wina czystego na potrzeby mszalne, a może i na potrzeby winogradu. Już geograf arabsko-sycylijski, Edrisi, pisząc w XII wieku o Polsce, powiada, że Kraków posiada liczne gmachy, targowiska, ogrody i winnice.” Grona ma w swych herbach wiele miast, choćby Lublin. Wino jednak nie było zbyt popularne. „Do czasów Zygmunta II wina stawiano u nas tylko na stołach dygnitarzy i ludzi bogatych, a u ziemian jedynie na Rusi i w dni uroczyste. Szlachcie wystarczały piwa krajowe i miód domowy, a wreszcie słynne wódki gdańskie. Poczynając od XVII wieku, wraz z modą na wszystko, co włoskie i francuskie, zaczęto sprowadzać i do Polski wina zagraniczne.”

winnalatorosl-ilustracja-z-h.-spiczynski-o-ziolach-tutecznych-i-zamorskich-krakow-1542

Jednak to nie stoki gór stały się do XVII wieku głównym miejscem produkcji wina, lecz doliny rzek, a w szczególności dolina Wisły. I w ten sposób docieramy do miejsca, które w przyszłości miało zostać nazwane Urzeczem. Wzdłuż rzeki powstawały winnice, gdzie żyzne mady wiślane i dobre nasłonecznienie umożliwiały uprawę winorośli. Najwięcej informacji na ten temat mamy z Czerska, gdzie "vineator" Piotr w  roku 1414 produkował wina. W lustracji 1564 r. czytamy o innej  czerskiej plantacji: "dobrze ogrodzona, winnica była wina nie mało, szczepów mogłoby być, ale ich nie szczepią". Wino uprawiali mieszkańcy wsi Tatary. Zachowała się jeszcze informacja o założeniu winnicy przy zamku przez Królową Bonę w okolicach góry zamkowej.

Podążając dalej wzdłuż Wisły mijamy oczywiście Winnicę Chrystusową, czyli Górę Kalwarię. Docierając do Brześc przeskoczmy na chwilę o kilka wieków wprzód. W roku 1869 winnicę założyli tu przy dworze Marchwińscy, mieszkańcy dworu w Turowicach i dziedzice tych ziem. Składała się z 5 rzędów winnej latorośli, lecz po licytacji ich majątku wina tu raczej nie uprawiano. Wędrując dalej cofnijmy się ponownie do wieku XVI. Wzdłuż obecnego starorzecza, a w owym czasie wiślanego koryta, biegnącego od Cieciszewa aż po Obory, porastają winne grona. Winnice posiadają zarówno Cieciszewscy jak i Oborscy.

W XVII wieku ślad po winnicach w tych stronach ginie, jak i w większej części Polski. Wiąże się to ze zmianami klimatu i oziębieniem, które przyniosło srogie zimy. Po lodzie przechodzili podczas „Potopu” przez Bałtyk szwedzcy żołnierze, co jeszcze wiek wcześniej byłoby nie do pomyślenia. Proces zmian klimatycznych prześledzić możemy dość dobrze dzięki zapiskom z Krakowa. Stąd trudno dziś odpowiedzieć na pytanie czy globalne ocieplenie jest skutkiem działań człowieka, czy też naturalnym cyklem zmian w historii klimatycznej Ziemi. Zimy w tym roku nie ma, mróz praktycznie nie występuje i tylko wina pod Cieciszewem i Oborami nadal brak…


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • MORAWSKI Zbigniew, Winiarstwo w Polsce (XII-XVI w), KHKM r. XXVI z.1 ss. 57-76.

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci