Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : legi-oborskie

Groble oborskie

ksunder

Mróz ustąpił, okoliczne chodniki, ulice i łąki opanowały roztopy. Poziom wody w Jeziorce wzrośnie, wyschnięte Łęgi Oborskie znowu znajdą się pod wodą, a bagnisty teren stanie się trudno dostępny dla myśliwych i ornitologów. Lecz nie tylko oni znajdą w tym niegościnnym lesie położonym nieopodal oborskiego dworu ciekawostki warte zobaczenia. Pośród grzęzawisk znajdują się bowiem nadal zachowane, choć w coraz gorszym stanie, jedne z najstarszych pamiątek kultury materialnej tej okolicy, będące tytułowymi groblami.

wrz3
Kilkakrotnie sygnalizowałem już na blogu jak dawne jest ich pochodzenie, choć najstarsza zachowana o nich wzmianka pochodzi ledwie z XVII wieku, istnieć musiały już wcześniej. Być może ich powstanie wiązać można z przybyciem w te strony pierwszych olędrów pod koniec XVI wieku, bowiem układ i sposób usypania przypomina nieco systemy znane z rejonu Fryzji. Ale to rzecz jasna jedynie spekulacje. Na pewno kiedy powstawały nie istniały jeszcze łęgowe lasy, w owym czasie rejon między Jeziorką a Oborami zajmowało przez większość roku rzeczne rozlewisko, gdzie z rzadka znajdowały się wysepki stanowiące solidny grunt, od tego ostatniego wywodzi się nazwa istniejącej tu niegdyś miejscowości Grąd, gdzie zbudowano młyn, z czasem przekształcony w Papiernię, gdy rozlewisko zmieniono w zalew, istniejący po dziś dzień w Mirkowie. Woda przepływała jednak swobodnie, przekształcając się w “Wielki staw” pod Oborami, w miejscu którego istnieje obecny łęgowy las, następnie starorzeczem aż do Cieciszewa, skąd uchodziła ku Wiśle. Aż do końca XVIII wieku obszar był w dużej mierze niedostępny podczas roztopów i wylewów, zaczęto więc sypać groble. Najstarsza z nich zachowała się po dziś dzień, wiodła ze wspomnianego Grądu do Obór, gdzie w drewnianym dworze siedzieli Oborscy. Spisana w roku 1625 umowa między braćmi Janem i Jakubem dość jasno mówi o tym, iż “Zostawia też sobie Pan Jakub wolne wygony drogi jako po groblach do boru w do lassa wolne przejście do boru”. Wzmianka pokazuje nam, jak przebiegała komunikacja, a także ukazuje sens istnienia zapomnianej dziś drogi, która wciąż istnieje, wybrukowana kocimi łbami, ukryta za dawnym browarem w Oborach. Prócz grobli istniał tu iście przemyślny system zastawek przepuszczających wodę, umożliwiające na prowadzenie gospodarki wodnej rodem z terenów obecnej Holandii.
Znów nie obejdziemy się bez mapy, na której zaznaczyłem te najstarsze z grobli (posłużyłem się wyjątkowo mapą z lat osiemdziesiątych, choć wszystkie groble w tej samej postaci pojawiają się na mapach znacznie starszych). Znają je doskonale starsi mieszkańcy Obor, Habdzina i Łęgu, bowiem jeszcze przed wojną droga nieopodal oczyszczalni nie istniała, komunikacja odbywała się właśnie tędy. Zwróćmy uwagę na groblę wiodącą od mirkowskiego krzyża ku Oborom (oznaczona na czerwono), to właśnie najstarsza z nich, prowadząca niegdyś do Grądu, a następnie do bramy Papierni. Z kolei na niebiesko oznaczyłem groblę skrytą pośród zarośli, którą najlepiej penetrować w zimie, gdy nie porasta jej roślinność. Otóż oryginalnie wiodła ona do dworu w Czernidłach, w którym w XVII wieku mieszkał Jakub Oborski. Kolor żółty to szlak ku Habdzinowi. Poza głównym obecnie z rzadka używane, zapomniane, niegdyś usypane na rozlewiskach, które z czasem się zabagniły.

111Lecz znajdziemy tu jeszcze ciekawsze groble, ledwie widoczne, w części już nie istniejące, oznaczone na mapie kolorem bordowym. W XIX wieku znajdowała się w tym miejscu droga do dworu, którą kierowano się z Obór ku Warszawie. Otóż nie przemieszczano się przez Jeziornę Królewską, gdzie mostu nie było, a rzeka płatała figle. Wiodła właśnie od karczmy nazwanej imieniem Klarysy Braeunig, żony dziedzica Bielawy, czyli Klarysowa, wprost przez obecny Mirków, ku Oborom. Z głównej grobli odchodziła boczna, umożliwiając przejazd, a jej ślad wciąż możemy odnaleźć wśród bagna. Teraz już prawie niewidoczna, zapadnięta, nie pozwala domyślać się, iż w czasach świetności była bitą drogą, którą poruszano się powozami. Najlepiej odnaleźć ją zimą, gdy ziemia jest zamarznięta, latem teren przypomina bagna Luizjany, pośród komarów, wielkich paproci i pni drzew wyrastających z wody, ma się czasem wrażenie, iż z zielonej rzęsy wychynąć może wielki krokodyl. W przeciwieństwie do pozostałych grobli, które wzmacniano wielokrotnie, po raz ostatni już w PRLu, ta powoli znika. Niegdyś w połowie grząskiego rozlewiska skręcala do dworu, wiodąc wprost do głównej alei, którą można było dojechać do Obór. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku podróżowano w ten sposób, skracając sobie drogę, bez konieczności docierania do głównej trasy.

wrz1Groble to miejsca niezwykle urokliwe, warto zobaczyć je zimą, nim skryją się za fasadą bujnej roślinności. Większość z nich zapomniana została w ciągu ostatniego półwiecza, nadal uczęszczaną jest jedynie główna, prowadząca do Obór. Która jest starsza od samego dworu. Są to jedne z najstarszych konstrukcji w tych stronach, warto o tym pamietać, gdy wybierzemy się na spacer poprzez Łęgi...


Źródła i literatura:

  • AGAD, Obory
  • AGAD, Zbiór Kartograficzny

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci