Menu

Historia okolic Konstancina

o miejscach przeszłych oraz zaginionych, zapomnianych wydarzeniach i zawiłościach ludzkich losów

Wpisy otagowane : wiatraki

Wiatrak w Bielawie

ksunder

Był czas, kiedy nadwiślańskie okolice przypominały Holandię, wiatraki górowały nad okolicą na obu brzegach Urzecza. Karczew mógł pochwalić się dwoma lub trzema, w samej tylko ówczesnej gminie Jeziorna pod koniec XIX wieku było ich co najmniej osiem. Później ich liczba zaczęła spadać, część zmechanizowano, żaden nie dotrwał do dnia dzisiejszego. W Sobieniach Kiełczewskich przetrwał jeden z ostatnich wiatraków na Mazowszu, inny znajdziecie w Lininie, nieopodal Góry Kalwarii, lecz w Łęgu pozostały jedynie ruiny drewnianego koźlaka, porastane przez pobliskie wierzby. Wiatrak w Słomczynie spłonął prawie dwa lata temu. Na blogu jak dotąd poznaliśmy dotąd jego dzieje oraz budowli wzniesionej w Powsinku, w miejscu obecnego Bricomana, teraz zastanówmy się skąd w ogóle w tych stronach wiatraki.

1467401_463917363728569_1788750889_nWiatrak w Lininie w roku 2013, przeniesiony z warszawskiej Woli na początku XX wieku

W swojej książce dr Łukasz Maurycy Stanaszek wskazuje, że ich rozpowszechnienie wiązać może się z przybyciem olędrów w te okolice. Jest to możliwe, acz jak na razie pozostać musi w sferze hipotez. Do XVIII wieku w tych stronach, podobnie jak i na ziemiach polskich, funkcjonowały młyny – na samej Jeziorce między Skolimowem a ujściem Wisły było ich kilka. Z czasem pozostały dwa, w Jeziornie Oborskiej i Skolimowie, grądzki zmieniono w manufakturę. Choć czasem taniej było mleć na żarnach, zapewne dzierżawca Jeziorny Królewskiej korzystał z usług młynarza w Jeziornie Oborskiej. Stało się to jednak problemem dla Bielawy, gdzie wąski strumyk rzeki zapewne uniemożliwił użytkowanie młyna. W owym czasie w Polsce zaczęły powstawać wiatraki, rozpowszechniając się z Wielkopolski na resztę Korony. Był to proces powolny, gdy w roku 1714 pierwszy wiatrak wzniesiono w Krakowie, informację o tym zanotowano jako swoiste kuriozum. Nikt nie przebadał dotąd procesu budowy wiatraków w dawnej ziemi warszawskiej i czerskiej, problemem jest tu brak rejestrów. Bogdan Baranowski, badacz dziejów chłopskich, a przede wszystkim czarownic na ziemiach polskich, zauważa, że wiatraki powstawały tam, gdzie warunki hydrograficzne uniemożliwiały skuteczne działanie młynów. Na przykład sąsiadujące ze sobą powiaty szreński i płocki różniły się pod względem liczby rzek, więc w tym pierwszym młynów było dużo więcej. Na Urzeczu główną rzeką była Wisła, jednak zakazywano na niej stawiania młynów i bździeli, stąd problem należało rozwiązać inaczej. Wzrost liczby wiatraków w drugiej połowie XVIII stulecia tłumaczy się także wzrostem zapotrzebowania na mąkę i kaszę, a gdzie nie można wznosić było młynów, sięgnięto po inne konstrukcje. Ilość wiatraków w podstołecznych wsiach zwiększyła się w czasach stanisławowskich, aczkolwiek przyzwyczajenia i nawyki tradycyjnego środowiska sprawiały, że wiatraki rozpowszechniły się jedynie w niektórych okolicach. I tu widziałbym wpływ olędrów, bowiem niespodziewanie w pierwszym trzydziestoleciu XIX wieku nad Wisłą zaczęto wznosić wiatraki w liczbie podobnej do zagęszczenia na Śląsku i w Wielkopolsce, choć nie wyparto zupełnie młynów. W roku 1808 w departamencie warszawskim księstwa warszawskiego doliczono się 967 młynów i wiatraków, nie znamy dokładnej liczby tych ostatnich, lecz już dwa lata później stwierdzono, że wiatraki stanowią 40% ilości tych konstrukcji. W ciągu pół wieku zaczęły stanowić one prawie połowę liczby, kilkanaście lat później młynów było niewiele, a wiatraki zdominowały krajobraz, zaś olędrzy osiedlali się wzdłuż wiślanych brzegów. By nie męczyć czytelników statystyką, przywołam raz jeszcze profesora Baranowskiego. Z jego wyliczeń wynika, iż pod koniec XVIII wieku na terenie obecnej Polski funkcjonować mogło 11 tysięcy młynów i 6 tysięcy wiatraków, przy czym te ostatnie pojawiły się głównie w ostatniej ćwierci stulecia. Ekonomicznie tańszy w utrzymaniu był wiatrak, sens istnienia mieć zaczęły w przypadku młynów, jedynie duże konstrukcje. Młyn wodny pracował ok. 150 dni w roku, wiatrak  jedynie 100. Produkcja młyna wodnego była 3 razy większa, młyn mełł około 130 ton zboża rocznie a wiatrak 43,3 tony, do tego dochodziło jeszcze mielenie kaszy czy tartaki i folusze. Stąd małe młyny przestały być po prostu opłacalne, a ich miejsce zajęły wiatraki. Około roku 1830 w Królestwie Polskim było ich już 2238, zaś młynów 3150. Co ciekawe dla wspominanej już Wielkopolski te liczby przedstawiają się inaczej – 2676 wiatraków i 552 młynów. Te ostatnie zostały tam prawie wyparte, lecz rejon ten zaczął korzystać z energii wiatru ponad wiek wcześniej.

wiaWiatrak na mapie z roku 1781

Powyższe przyczyny wpisują się świetnie w historię jednego z najstarszych wiatraków na Urzeczu, który wzniesiono w Bielawie pod koniec XVIII wieku. W owym czasie istniał także wiatrak na Służewiu, górujący na skarpie nad dobrami wilanowskimi, jemu przyznałbym palmę pierwszeństwa, choć nie wiadomo kiedy go wybudowano. Jednakże wiatraki rozpowszechniały się od strony Warszawy, istniały już w Marymoncie i Wiczyłkach, zatem rządca dóbr błękitnej markizy Izabeli Lubomirskiej podpatrzyć mógł to rozwiązanie wcześniej niż bielawski. Wiatrak stał się takżerozwiązaniem dla Bielawy, należącej do kasztelana krakowskiego, Antoniego Barnaby Jabłonowskiego. Bielawa to w owym czasie największa miejscowość tych stron, co dość dobrze ukazują nam zachowane mapy i metryki. Nie znamy co prawda dokładnej liczby ludności, lecz pierwszy spis powszechny zarządzony w roku 1827 wykazał, że w 62 domostwach zamieszkiwało 487 ludzi, o 50 więcej niż w Powsinie i niemal o połowę więcej niż w Jeziornie Królewskiej. Bielawa w owym czasie to potężny majątek, graniczący z Okrzeszynem, dobrami wilanowskimi, sięgającymi aż do Olechowa. Na dawnym terenie Bielawy ulokowano zresztą Ogród Botaniczny PAN, wyłączony po wojnie z gminy Jeziorna i włączony do Warszawy, ale to już inna historia. Nie dziwi więc, że konieczność zmielenia ziarna stała się w Bielawie paląca, zwłaszcza po tym jak młyn w Grądzie zmieniono w manufakturę papierniczą. Do Jeziorny Oborskiej było dalej, a i tak wiązało się to z koniecznością płacenia młynarzowi, narzucającemu dodatkowe opłaty dla osób innych niż poddani Wielopolskich. Nitka Jeziorny płynąca przez Bielawę uniemożliwia spiętrzenie wody, choć duży młyn byłby zapewne opłacalny.

W tych okolicznościach wzniesiono wiatrak w Bielawie. Istniał już w roku 1781, gdy pojawia się na sporządzonej wówczas mapie, choć poprzednia z roku 1730 jeszcze go nie odnotowuje. Z opisanych wyżej powodów przesunąłbym jego powstanie na lata siedemdziesiąte wieku XVIII, po tym jak Grąd stał się manufakturą papierniczą, nawet jeśli młyn działał tu w ograniczonym zakresie. W roku 1772 w tych stronach pojawili się olędrzy. W ciągu kolejnego pół wieku przybędą kolejni, a wiatraki zdominują te strony. Choć oczywiście niczego nam to nie przesądza. Typowym wiatrakiem w omawianym okresie był koźlak, w XVIII wieku zaczęły się upowszechniać wiatraki holenderskie obracane pod wiatr górną częścią ze skrzydłami. Wiatraki takie pracowały w okolicy stolicy m. in. na Marymoncie, zatem być może i bielawski wzniesiono w takim stylu, choć pozostałe w tych stronach były typowymi koźlakami.

wia1Wiatrak w Bielawie obecnie już nie istnieje, nie pozostał po nim żaden ślad. Działał jeszcze w latach trzydziestych XX wieku, kiedy jego właścicielką była niejaka A. Rowińska. Powyżej oznaczyłem miejsce, w którym zlokalizowany był przez ponad 150 lat. Jednak mechanizacja i łatwość mielenia we młynie sprawiły, że i on stał się historią.


Źródła i literatura:

  • AGAD, Zbiór Kartograficzny
  • BARANOWSKI Bohdan, Przemysł młynarski w Polsce XVI-XVIIIw. w: Zeszyty Naukowe UŁ seria I z. 75 r. 1971 ss. 15-37
  • KAMIEŃSKA Zofia, Przetwórstwo surowców mineralnych i organicznych w: Historia Kultury Materialnej Polski w zarysie, t. IV od połowy XVII do końca XVIII wieku, Wrocław 1978 ss. 83-179

Tajemnice pewnego wiatraka

ksunder

Poprzedni wpis traktował o młynie nad Świdrem, dzisiejszy rozpoczniemy w Powsinku, a zakończymy w Słomczynie. Mowa będzie o wiatraku, którego zdjęcie znalezione w przepastnych zasobach internetu, zamieściłem jakiś czas temu na facebooku. Domniemywałem, że chodzić może o Powsinek, bowiem z opisu wynikało, iż budowla miała znajdować się nieopodal Wilanowa, gdzie w owym czasie wiatraka nie było, a analiza ówczesnych map uprawdopodobniała tę lokalizację. Jednakże pamiętający tamtejszy wiatrak kategorycznie stwierdzili, iż widniejący na zdjęciu nie jest tym samym, który znajdował się niegdyś w Powsinku. Po doświadczeniach związanych z poszukiwaniami grobu Ignacego Robaka, gdy świadkowie także wskazywali dawną lokalizację grobu, a ostatecznie odnalazł się on w zupełnie innym miejscu, postanowiłem przyjrzeć się historii wiatraka w Powsinku nieco bliżej.


Wiatrak "pod Wilanowem" jak chce opis w internecie. W XX wieku wiatrak w Wilanowie już nie istniał, stąd przypuszczenie, iż może chodzić o Powsinek, jednak lokalizację tę wykluczają osoby pamiętające widok tego wiatraka.

Jego historia rozpoczyna się w roku 1835. 19 listopada mistrz młynarski Antoni Pilecki zawarł z Potockimi, dziedzicami dóbr wilanowskich,  kontrakt na wybudowanie w ciągu dwóch kolejnych lat wiatraka i użytkowanie go przez okres kolejnych 40 lat, z możliwością przedłużenia dalszej dzierżawy. Był to typowy kontrakt emfiteuzy, analogiczny w swych zapisach do kontraktów zawieranych z olędrami. Pileckiemu wskazano miejsce na budowę, zezwalając wystawić „przy wsi Powsinku na klinie gruntu pogorzeliskiem zwanym młyn-wiatrak z domem mieszkalnym, stodołą i oborą”. Na potrzeby młynarza wyznaczono grunt pod ogród, zezwolono ogrodzić teren drewnem z tutejszych lasów, określono opłaty jakie miał wnosić do dworu. Zaznaczono, iż pierwszeństwo mielenia w wiatraku winni mają mieć poddani dóbr wilanowskich, a dopiero później młynarz może zarabiać na mieleniu mąki pochodzącej z innych miejsc (gwoli przypomnienia ówczesne dobra wilanowskie rozpoczynały się we wsi Siekierki i sięgały do Powsina, a w ich skład wchodził również Służew, Kabaty, Chojnów, Żabieniec i wiele wsi na prawym brzegu Wisły jak Las czy Zastów). Wiatrak został wzniesiony jako jeden z ostatnich wybudowanych w tych okolicach i w tej lokalizacji pozostał do końca swej historii, która nastąpiła tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, kiedy został rozebrany. Obecnie na miejscu jego dawnej lokalizacji znajdują się sklep domy jednorodzinne.

Wróćmy jednak do XIX wieku. Wiatrak prosperował bardzo dobrze, do czasu aż wdowa po Antonim Pileckim, po śmierci kolejnego męża, sprzedała określone kontraktem prawo do użytkowania wiatraka małżeństwu Paszotów. Począwszy od lat sześćdziesiątych zadłużyli oni wiatrak, nie odprowadzając należności wyszczególnionych w kontrakcie z roku 1835. Potoccy wykazali się dużą cierpliwością, jednakże po kilku latach zaczęli dochodzić długu sądownie. Powodowane to było chęcią przejęcia wiatraka na własność, co możliwe było dopiero po uchyleniu obowiązującego kontraktu. Jako właściciele Potoccy mogliby sami określić warunki dzierżawy dla kolejnego młynarza, zmieniając stawki określone w kontrakcie. Wykazywali, iż Paszotowie nie dopełnili punktu szóstego, gdzie mowa była o tym, iż przedłużenie dzierżawy o kolejne 40 lat będzie mogło nastąpić wyłącznie w przypadku bieżącego regulowania należności i wniesienia nowej opłaty dzierżawnej. Czas nowej dzierżawy już się zbliżał, bowiem był to rok 1867. Nie dziwmy się tu Potockim, bowiem od czasów zaboru pruskiego posiadacze dóbr ziemskich boleśnie przekonali się, że nie mogą wiele zrobić, jeśli zawarli kontrakt emfiteutyczny, którego zapisy sprawiały, że przez 40 lat odprowadzano taką samą sumę opłat czynszowych. W zasadzie nie zdarzało się, aby jakiś olęder przegrał sprawę przed sądem, o czym w tym czasie przekonali się Potuliccy usiłując w połowie XIX wieku zmienić zapisy kontraktu z roku 1773, przedłużonego w roku 1813, zawartego pierwotnie z olęderskimi kolonistami Kępy Oborskiej.

Na Mapie Kwatermistrzostwa z roku 1843 (prawy górny róg) wiatrak oznaczono już jako wybudowany. Duża mapa pochodzi ze zbiorów wilanowskich, krzyżykiem oznaczono miejsce przeznaczone na budowę wiatraka w roku 1835.

W tym wypadku w trakcie procesu Paszotowie odstąpili wiatrak wraz z przyległościami Józefowi Karczewskiemu, posiadaczowi dorożek w warszawie, który opłacił zaległości i stał się kandydatem do przedłużenia dzierżawy wiatraka. Przed sądem przesłuchano prócz Paszotów wiele osób, w tym dzieci nieżyjącej już Marianny Rombalskiej. Nazwisko takie nosiła Marianna Pilecka po drugim mężu, z którym ślub wzięła w latach pięćdziesiątych. Na proces stawiła się  Eleonora Rombalska zamieszkała w Słomczynie. Drugim mężem Marianny był bowiem Walenty Rombalski, dawny młynarz ze Słomczyna.

Jego historię opisałem już swego czasu we wpisie o „Młynie w Słomczynie”; niespodziewanie udało się odkryć jego dalsze losy. Choć w roku 1849 wygrał proces z Kacprem Potulickim, dziedzicem dóbr oborskich, o użytkowanie łąki nieopodal której jego ojciec wybudował w roku 1825 wiatrak, najwyraźniej konflikt sprawił, że musiał opuścić dzierżawę. Być może dobiegł końca kontrakt dzierżawny, którego Potulicki nie chciał przedłużyć, a być może korzystniejsze okazało się po sporze przeniesienie w inne strony. Dość, że po roku 1852 poślubił wdowę Mariannę Pilecką i jako doświadczony młynarz osiadł w Powsinku. Żył jeszcze w roku 1860, gdy korespondował z rządcą dóbr wilanowskich, gdy podpisywał się niewprawną ręką prosząc , aby budowany we wsi Wolica młyn tartaczny nie odbierał mu chleba i nie mielił mąki. Po jego śmierci Marianna odsprzedała prawo do wiatraka Paszotom.

Czy Powsinek czy Słomczyn, jak to na Urzeczu, dzisiejsza historia kolejny przyczynek do tego jak bardzo powiązane są w tym regionie losy ludzi i rodzin.


Źródła:

  • AGAD, AGWil 

Młyn w Słomczynie

ksunder

Jak sporo osób już wie 15 stycznia 2014 roku spłonął młyn w Słomczynie. Wczoraj na profilu bloga na FB zamieściłem zdjęcia jakie wykonałem półtorej miesiąca temu podczas ostatniej wizyty w tym miejscu. Ich jakość pozostawia wiele do życzenia, zmierzchało się i wykonywałem je telefonem komórkowym, planowałem wrócić z aparatem, nie zdążyłem… Nie miałem zamiaru o nim na razie pisać, bowiem w ostatnich latach był porzucony. Jest kilka niepilnowanych miejsc w tych okolicach, o których wiedza nie jest powszechna i nie przyciągają jeszcze poszukiwaczy skarbów, kejszy i ludzi z wykrywaczami metalu co sprawia, że udało im się przetrwać.

Rycina z roku 1902 z widocznym wiatrakiem zamieszczona w ówczesnej gazecie, znalezionej przez Adama Zyszczyka. Dodałem mapę z roku 1914.

Młyn o tyle ciekawy, że ustawiono go w miejscu być może najstarszego wiatraka na terenie gminy, a z całą pewnością jednego z najstarszych wiatraków na Urzeczu. Ich historia przepadła w dużej mierze w otchłani dziejów, lecz jak zauważa dr Łukasz Maurycy Stanaszek, powstanie tych obiektów wiązać można z napływem fali olęderskich kolonistów w te rejony na początku XIX wieku. Zapewne jest w tym dużo słuszności, bo choć z jednej strony okres ten jest czasem gdy na ziemiach polskich powstawały wiatraki, kiedy rozwój techniczny i wiedza pozwoliły na ich łatwiejszą budowę, to z drugiej nie można zapominać o szczególnym nasileniu ich budowy w rejonach gdzie osiedlali się olędrzy. Na terenie obecnej gminy Konstancin-Jeziorna powstało ich ponad siedem, co jest pewnym ewenementem i sprawiło, że rejon ten można było określić jako małą Holandię. W roku 1806 wiatraków w dobrach oborskich jeszcze nie było, korzystano z młynów w Jeziornie Oborskiej i Skolimowie, inny młyn działał nad Jeziorką w Bielawie. Kolejne ćwierć wieków to nasilenie drugiej fali olęderskich, którzy przynieśli wiedzę o możliwościach jakie daje korzystanie z energii wiatru. Dziedzic dóbr oborskich zawierać zaczął umowy na wybudowanie wiatraków, które zaczęto stawiać zapewne w latach dwudziestych.

W dniu 20 lipca 1825 roku hrabia Kacper Potulicki kontrakt taki zawarł z Janem Rombalskim. Przyznano mu wówczas na wzgórzu pod wsią Słomczyn trzy morgi i 95 prętów ziemi na wybudowanie wiatraka oraz 2 morgi urodzajnego gruntu pod uprawę. Rombalski wiatrak postawił, lecz hrabia traktował wiatrak jako własną inwestycję, bowiem po śmierci Jana wdał się w spór sądowy z jego synem Walentym, który wniósł o hipoteczne zabezpieczenie tych samym praw, jakie przysługiwały jego ojcu. Najwyraźniej hrabia planował wydzierżawić wiatrak innej osobie. Spór nasilił się w roku 1849, gdy 13 września Kacper Potulicki polecił zatrzymać bydło Rombalskiego, wychodząc z założenia, iż skoro pasie się ono na jego pastwisku, dzierżawca wiatraka winien wnosić mu za to opłaty, nadto obowiązany jest opłacić mu je od roku 1825. Sąd nie podzielił tego stanowiska, co ukazuje nam też nieco jak w rzeczywistości wyglądała sytuacja chłopów w tych stronach. Rombalski sprawę wygrał, a w sentencji wyroku Sąd stanął na stanowisku, że jedynie po dacie zatrzymania bydła Potuliccy mogą naliczać opłaty, bowiem wcześniej czynione to było niejako za pozwoleniem, jeżeli hrabia się temu nie sprzeciwiał. Jak widać kolejny już raz mieszkańcy Łurzyca nie bali się występować przeciw swym dziedzicom.

Wiatrak z czasem zmienił właścicieli, jednak zawsze widoczny był od strony drogi prowadzącej z Łyczyna i szlaku od strony Obór. Już po pierwszej wojnie światowej zmodernizowano go i stał się młynem wyposażonym w układ mechaniczny. W roku 1926 młynarzem był tu A. Stępniewski. Młyn stał się ważny miejscem podczas II Wojny Światowej, bowiem ukryto tu żydowską mieszkankę Jeziorny Królewskiej Fajgę Rotsztejn, która przetrwała dzięki wielu mieszkańcom tych okolic, którzy zapewniali jej kryjówki i przekazywali sobie z rąk do rąk. Byli wśród nich m. in. Andrzej Rossman, z rodu dawnych właścicieli Bielawy zamieszkujący tamtejszy dwór, Stanisław Kozłowski, proboszcz ze Słomczyna czy Piotr Szczur, pamiętany do dziś dnia nauczyciel ze szkoły w Słomczynie i późniejszy twórca i dyrektor zespołu szkół znanego powszechnie jako „Cyrk”. W tym miejscu warto oddać głos nieżyjącemu już dr Zbigniewowi Cechnickiemu, innej znanej i poważanej postaci w tych stronach:

„Felicja Rotsztein miała wśród Żydów i Polaków wielu oddanych przyjaciół. Była spontaniczna, lubiana, miała szczególną umiejętność zjednywania sobie ludzi. Przypuszczam że dzięki tym wrodzonym umiejętnościom i moim zdaniem pieniądzom swego ojca, udało jej się przeżyć. Od ucieczki z getta w Otwocku rozpoczyna się niewiarygodny wprost łańcuch jej doświadczeń, przeplatanych pomocną dłonią, przyjaznych, pomocnych ludzi. Rossmann Andrzej w roboczym, chłopskim przebraniu przewozi ją z otwockiego getta do swojego majątku znajdującego się w Bielawie gm. Jeziorna, zwyczajną furmanką. Powozi sam, żeby nie nagłośnić sprawy w otoczeniu i zarazem nikogo nie narażać. W tym czasie stacjonował w jego dworze sztab niemiecki. On i jego małżonka Stefania początkowo przetrzymywali przewiezioną w piwnicy. Potem przewieźli ją do Słomczyna. Przyjęła ją tam właścicielka młyna w Słomczynie, Suchocka Stanisława. Młyn był oddalony 300 metrów od bocznej drogi na wzgórzu skąd jak na dłoni było widać idącego pojedynczego człowieka. Mieszkała wówczas z synem Waldemarem. Mąż Piotr był w wojsku generała Andersa, zmarł po wojnie w Anglii. Młyn był przerobiony z wiatraka, obok znajdowały się zabudowania gospodarcze. Patriotycznie nastawiona, lubiąca Fajgę młynarka - to było po prostu wymarzone miejsce na kryjówkę. (...)Słomczyn był wsią rozległą, wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Wtedy też wiedzieli wszyscy - nie doniósł nikt. Czasowo Fajga ukrywała się również u Zduńczyk Wiesława w Słomczynie.”

Jak podrzuca pani Halina Gugała nazwisko właścicielki brzmiało w rzeczywistości Suchecka, a młynarzem był w owych czasach Robert Matuszewski.

>Zdjęcie Adama Zyszczyka, nieco lepsze niż znajdujące się w galerii na FB.

W ostatnich latach młyn służył jako ciekawie zaadaptowane mieszkanie letniskowe, które miałem okazję oglądać w roku 2002. Niedawno został opuszczony. Podczas mojej ostatniej wizyty uszkodzone drzwi sprawiły, że możliwe było wejście do środka, mogłem porównać zniszczenia jakie zaszły przez lata. O dziwo nie były wielkie, wnętrze sprawiało wrażenie porzuconego znienacka, na stołach pozostały talerze i kubki. W przylegającej do niego szopie pozostały maszyny i narzędzia, znajdowała się tam nawet sprawna kosiarka. Z tego też powodu powstrzymałem się od pisania o tym miejscu.

Jak wspomniałem na początku historia młyna niepełna, spisana na gorąco. Postaram się ją z czasem uzupełnić i zamieścić wkrótce na profilu facebookowym bloga zdjęcia z wnętrza nieistniejącego już młyna, przedstawiające znajdującą się tam maszynerię.


Źródła i literatura:

© Historia okolic Konstancina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci